Z AI czy bez AI?
Dzisiejszy rozwój sztucznej inteligencji coraz mocniej wpływa nie tylko na technologię czy edukację, ale również na kulturę i sztukę. Szczególnie głośna stała się ostatnio sprawa związana z Olgą Tokarczuk, która podczas konferencji Impact’26 przyznała, że korzysta z narzędzi AI w swojej pracy twórczej. Jej wypowiedź wywołała szeroką dyskusję – zarówno w środowisku literackim, jak i w internecie.
Pisarka podkreślała, że sztuczna inteligencja pomaga jej przede wszystkim w rozwijaniu pomysłów, wstępnej kwerendzie oraz porządkowaniu informacji. Sama przyznała, że bywa „w głębokim szoku”, jak bardzo AI potrafi poszerzać kreatywne myślenie. Jednocześnie wiele osób odebrało jej słowa jako przyznanie się do „pisania książek przez AI”, co uruchomiło falę krytyki i obaw o przyszłość literatury oraz autentyczność twórczości. W odpowiedzi Olga Tokarczuk zaznaczyła, że swoją nową książkę napisała samodzielnie, a sztuczną inteligencję traktuje wyłącznie jako narzędzie wspierające proces twórczy.
Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo współczesne społeczeństwo jest podzielone w ocenie sztucznej inteligencji. Z jednej strony AI może realnie wspierać człowieka – pomagać w wyszukiwaniu informacji, inspirować, oszczędzać czas i porządkować pracę. Z drugiej strony pojawia się lęk, że technologia zacznie zastępować ludzką kreatywność, samodzielne myślenie i autentyczne emocje. W internetowych dyskusjach łatwo zauważyć skrajne opinie. Jedni uważają AI za zwykłe narzędzie, podobne do kalkulatora czy wyszukiwarki internetowej. Inni obawiają się, że twórczość wspierana przez algorytmy stanie się sztuczna, przewidywalna i pozbawiona indywidualnego charakteru.
Ten temat bardzo często pojawiał się również na naszych zajęciach z Edukacji Społeczno-Przyrodniczej. Korzystaliśmy już ze sztucznej inteligencji między innymi do stworzenia bajki dla dzieci, a niektórym z nas pomagała także przy realizacji innych zadań zadawanych przez profesora Czachorowskiego. W praktyce niemal każde zajęcia były okazją do zastanowienia się nad tym, czy AI jest bardziej błogosławieństwem, czy przekleństwem.
W grupie pojawiały się różne głosy. Z jednej strony mówiliśmy o tym, jak bardzo AI potrafi ułatwić pracę – przyspieszyć niektóre procesy, uporządkować informacje, podsunąć inspiracje lub gotowe pomysły do zajęć. Z łatwością można wygenerować spójną bajkę dla przedszkolaków na dowolny temat, przygotować pomoce dydaktyczne, zaproponować zabawy, scenariusze czy materiały edukacyjne. Dla nauczyciela może być to ogromne wsparcie organizacyjne i twórcze.
Z drugiej strony pojawiały się obawy, że zbyt częste korzystanie z AI może nas rozleniwiać. Że przestajemy samodzielnie myśleć, mniej analizujemy, rzadziej poddajemy informacje w wątpliwość. Łatwo zaufać temu, co napisze ChatGPT czy Gemini, nie sprawdzając źródeł ani nie zastanawiając się, czy odpowiedź rzeczywiście ma sens. Pojawia się ryzyko utraty krytycznego myślenia, a nawet pewnej kreatywnej samodzielności.
Czy rzeczywiście tak jest? Mam wrażenie, że odpowiedź nie jest czarno-biała. AI samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe – wszystko zależy od tego, jak człowiek z niego korzysta. Bardzo zapadły mi w pamięć słowa profesora Czachorowskiego, który wielokrotnie apelował, aby korzystać ze sztucznej inteligencji z umiarem. Używać jej po to, by ułatwiać sobie pracę i oszczędzać czas, ale jednocześnie zachowywać wobec niej krytyczny dystans. Traktować ją jak narzędzie – pomocne, ale niedoskonałe. Bo każde narzędzie źle użyte może nam zaszkodzić.
Ja również coraz bardziej skłaniam się ku takiemu podejściu. Uważam, że AI jest dla ludzi i nauczyciele nie powinni wstydzić się tego, że z niej korzystają. Ważne jednak, aby robić to mądrze, świadomie i odpowiedzialnie. Nie po to, by oddawać technologiom swoje myślenie, ale po to, by wspierać własną pracę i rozwój.
Patrzę na to również z perspektywy przyszłej pracy nauczycielskiej. Dzieci dorastają dziś w świecie, w którym sztuczna inteligencja staje się codziennością. Jako przyszli nauczyciele będziemy musieli nie tylko uczyć obsługi nowych technologii, ale też pokazywać granice ich używania. Jeszcze ważniejsze będzie rozwijanie kreatywności, samodzielności, krytycznego myślenia i odpowiedzialności za własne decyzje. Tak, aby AI było wsparciem, a nie zastępstwem dla człowieka.
Osobiście wciąż uczę się korzystania z tych narzędzi. Nadal nie zawsze potrafię dobrze sformułować promptu i zdarza się, że moje próby pracy z AI kończą się frustracją – bo nie umiem „dogadać się” z narzędziem albo nie dostaję odpowiedzi, której potrzebuję. Jednocześnie widzę w tym duży potencjał i mam nadzieję, że z czasem nauczę się korzystać z AI w sposób bardziej świadomy i skuteczny. Taki, który będzie dla mnie realnym wsparciem, a nie drogą na skróty.
Sprawa Olgi Tokarczuk pokazuje, że społeczeństwo nadal próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie: gdzie kończy się pomoc technologii, a zaczyna utrata autentyczności? Myślę, że podobne dyskusje będą wracały coraz częściej – nie tylko w literaturze, ale także w edukacji, sztuce i codziennym życiu. I być może właśnie dlatego warto rozmawiać o AI już teraz – otwarcie, krytycznie i bez skrajności.
Post powstał z pomocą ChatGPT ;)
Komentarze
Prześlij komentarz