Międzynarodowy Dzień Bioróżnorodności 2026

 


Z okazji Międzynarodowego Dnia Bioróżnorodności chciałabym podzielić się pewną osobistą refleksją. O bioróżnorodności mówi się dziś coraz więcej — szczególnie w kontekście przestrzeni miejskiej. Coraz częściej zwraca się uwagę na to, że idealnie przystrzyżone, trawiaste skwery, na których rośnie niemal wyłącznie trawa i które są regularnie koszone, właściwie nie pozostawiają miejsca dla natury. Na szczęście pojawia się też nowy, bardzo potrzebny trend: kwietne łąki w miastach, ograniczanie koszenia zieleni, pozostawianie części terenów dzikimi albo koszenie ich jedynie dwa czy trzy razy w roku.

Uważam, że to niezwykle ważne — szczególnie dla całego ekosystemu i owadów zapylających, zwłaszcza pszczół, którym coraz trudniej przetrwać.

Sama jednak często zmagam się z pewnym dylematem związanym z bioróżnorodnością. Mieszkamy na wsi, w domu z dużą działką. Przez długi czas miejsce to było niezamieszkane, więc ogród i przydomowa zieleń całkowicie zdziczały. Nie mamy idealnego trawnika. Zamiast niego rosną „chwasty”, dzikie trawy, samosiejki i inwazyjne jeżyny, które prawie nie owocują, ale rozrastają się wszędzie.

Część działki pozostaje zupełnie dzika. Graniczymy z lasem, a ponieważ teren wciąż nie jest ogrodzony, często odwiedzają nas sarny, zające i jeże. Mamy też ogromne mrowisko — prawdopodobnie gmachówki drzewotocznej. Nasze dzieci przynajmniej raz w tygodniu przynoszą z ogrodu zaskrońca, regularnie widujemy jaszczurki, a wieczorami nad domem latają nietoperze.

I z jednej strony bardzo nas to cieszy. Lubimy nasze podwórko takim, jakie jest — żywe, nieprzewidywalne, pełne natury. Z drugiej jednak strony czasem odwiedzamy znajomych, którzy mają piękne ogrody: równiutkie trawniki miękkie jak dywan, zadbane rabaty, idealny porządek. W takich chwilach pojawia się zazdrość.

Zresztą nasza „dzikość” bywa też zwyczajnie kłopotliwa. Ptaki rozrzucają kompostownik, mrówki niszczą skrzynie z warzywami, a jeżyny wchodzą tam, gdzie nie powinny. Czasem naprawdę zastanawiamy się, czy nie byłoby nam łatwiej wyrównać cały teren, założyć piękny trawnik i stworzyć uporządkowany ogród. Byłoby estetycznie, schludnie, przyjemnie dla oka.

A potem dzieci przybiegają do domu z wypiekami na twarzy, bo właśnie zobaczyły jaszczurkę albo złapały pasikonika. I wtedy znowu przypominamy sobie, dlaczego tak bardzo lubimy nasz dziki ogród.

Poza tym, po semestrze zajęć z edukacji społeczno-przyrodniczej coraz lepiej rozumiem, jak ogromną wartość — również edukacyjną dla moich własnych dzieci — ma taki dziki ogród. To miejsce, w którym mogą obserwować naturę z bliska, uczyć się szacunku do przyrody i odkrywać świat w sposób, którego nie zastąpi nawet najpiękniejszy, idealnie przystrzyżony trawnik. I chyba właśnie dlatego coraz rzadziej mam ochotę cokolwiek tutaj zmieniać...

 

 

https://youtu.be/61qiQzUpA4E -  wideo, promujące Międzynarodowy Dzień Bioróżnorodności 2026, oraz strona www - https://www.cbd.int/biodiversity-day/2026

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odpowiedzialność

Motylem jestem na na na...

Między dietą a edukacją