Spacer


Kolejny wpis do Dziennika Refleksji.

 Na co dzień nie mam wielu okazji, żeby chodzić pieszo. Do pracy muszę dojeżdżać autem (czasem udaje się rowerem), do miasta jest podobnie. Niestety wieś, w której mieszkam, jest słabo skomunikowana z pobliskim miastem – autobus kursuje rzadko i w takich godzinach, że zazwyczaj nie pasuje ani do pracy, ani do załatwiania codziennych spraw. W praktyce oznacza to, że pozostaje samochód.

Ostatnio jednak trafiła się okazja, żeby po pracy wrócić autobusem. Od przystanku mam do domu jeszcze około kilometra – żużlową, ślepą drogą prowadzącą wyłącznie na kolonię – więc czekał mnie spacer. I właśnie ten spacer dał mi dużo do myślenia. Dlaczego? Ponieważ okazało się, że praktycznie wzdłuż całej drogi, na polu, które ciągnie się najpierw po jednej, a potem po drugiej stronie, leży pełno śmieci.

 Butelki po piwie i wódce, puszki po napojach energetycznych, papierki po słodyczach i chipsach, mnóstwo niedopałków i innych odpadów. Z samochodu nie widać tego tak wyraźnie, natomiast podczas spaceru aż razi to w oczy. Zaczęłam się więc zastanawiać, skąd to się bierze. Dlaczego ludzie – jak widać po rodzaju śmieci: dorośli, młodzież i dzieci – mimo całej edukacji nadal śmiecą?

Pojawia się też kolejne pytanie: dlaczego robią to praktycznie „u siebie”, w swojej najbliższej okolicy? Jeśli nawet nie dbają o środowisko, dlaczego oszpecają przestrzeń, w której sami żyją? Dlaczego wyrzucają śmieci na pole uprawiane przez człowieka, którego później spotykają w lokalnym sklepie?

Nie mieści mi się to w głowie. Nie potrafię znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla takiego zachowania. Zastanawiam się więc, co sprawia, że ludzie tak postępują. Dlaczego mimo wielu lat spędzonych w szkole, mimo ciągłego nacisku na ekologię i powtarzania zasad segregacji odpadów, wciąż wyrzucają śmieci gdziekolwiek?

Jako przyszła nauczycielka zaczynam się zastanawiać, czy jest coś, co mogłabym zrobić, aby moi wychowankowie nie powielali takich zachowań. A może problem jest głębszy i wymaga zmian systemowych? W końcu od wielu lat uczymy dzieci od przedszkola o ekologii, a mimo to śmieci nadal pojawiają się tam, gdzie nie powinny.

Na naszych zajęciach pojawiło się pytanie: „Jak zaciekawić dzieci tematem ochrony przyrody i środowiska, tak aby nie powielać nudnych, schematycznych działań (sprzątanie świata, nauka segregacji – co roku wygląda to tak samo)?”. Być może właśnie tutaj tkwi problem – w powtarzalnych, mało angażujących zajęciach, które są raczej „odbębniane” niż rzeczywiście przeżywane i rozumiane.

Jeśli śmieci nadal pojawiają się poza koszami – szczególnie w małych społecznościach, gdzie wszyscy się znają i teoretycznie powinni bardziej dbać o wspólną przestrzeń – to może świadczyć o tym, że ta edukacja nie jest wystarczająco skuteczna?

Może trzeba zmienić sposób, w jaki omawiane są zagadnienia ochrony środowiska i segregacji odpadów. Może jednorazowe akcje sprzątania okolicy przedszkola czy szkoły to za mało. Może potrzebne są inne, bardziej angażujące działania?

Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć sposób, aby jako nauczycielka wyedukować i wychować moich podopiecznych tak, by dbanie o środowisko było dla nich czymś naturalnym, a wyrzucenie śmiecia „byle gdzie” – czymś nie do pomyślenia.

Jak to osiągnę? Jeszcze nie wiem. Mam jednak nadzieję, że zajęcia z Edukacji społeczno-przyrodniczej pomogą mi wypracować plan i narzędzia, które pozwolą mi to zrealizować.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odpowiedzialność

Dziennik refleksji